wtorek, 26 września 2017

Jak świętowałam Dzień Niepodległości Meksyku



W 1810 roku Meksyk uzyskał niepodległość, co oznacza, że w tym roku, 15 sierpnia obchodziliśmy jej 207 rocznicę
i bynajmniej żadnemu meksykanowi nie jest to obojętne. Przeciwnie, jest to dla nich idealna okazja do świętowania.

Jeszcze jakiś czas przed nadejściem 15 sierpnia w sklepach pojawia się cały zestaw dekoracji w barwach Meksyku, czyli sombrera, flagi, chorągiewki czy nawet kolczyki - papryczki chili ;) Praktycznie większość domów zostaje wtedy przystrojona w biało-czerwono-zielone girlandy oraz flagi. 

Ja obchody Święta Niepodległości zaczęłam już w szkole, gdzie ostatnie klasy zorganizowały festiwal na cześć tego święta. Lekcje skończyły się o godzinie 9:30, tak żebyśmy resztę czasu mogli spędzić już na zewnątrz. Była okazja do spróbowania tradycyjnego jedzenia meksykańskiego, takiego jak eskites, czyli kukurydzy z dodatkiem majonezu, sera, chili (oczywista oczywistość!) i w tamtejszym wydaniu także chipsów kukurydzianych, elotes (również kukurydza, tyle że w nieco innym wydaniu, bo gotowana i podawana w całości z majonezem, serem i chili), chalupas - smażona tortilla z sosem pomidorowym, serem, cebulą i mięsem, czy tacos de canasta (pycha!). Jednak nie samym jedzeniem człowiek żyje, więc do dyspozycji były również gry i zabawy.

Po tej części przyszedł czas na spotkanie rodzinne. Pierwsze godziny spędziliśmy na rozmowach oraz graniu w planszówki, aby potem, o godzinie 23 obejrzeć w telewizji oficjalne "el Grito", czyli ceremonię podczas której Prezydent (aktualnie Enrique Peña Nieto) wykrzykuje słowa "Viva México" oraz kieruje do zebranych pod Pałacem Prezydenckim ludzi przemowę upamiętniającą zdobycie niepodległości, po czym wszyscy śpiewają hymn. Na koniec aby było jeszcze spektakularniej wybuchają białe, czerwone i zielone fajerwerki.





My niestety na żywo ceremonii nie widzieliśmy, jednak z drugiej strony dobrze też zobaczyć jak to święto meksykanie obchodzą w domu, a podchodzą do tego na prawdę ambitnie, bo mimo że atmosfera przed telewizorem nie jest aż tak uroczysta jak w centrum miasta, to jednak czuć doskonale, że dla wszystkich jest to na prawdę ważny moment. Cała rodzina siedzi razem trzymając flagi i trąbki, takie jakich używa się do kibicowania podczas meczów i innych wydarzeń sportowych. 

Jako że z jedzeniem trzeba się wstrzymać do czasu zakończenia się "El Grito", teraz przyszedł czas na kolację. Tradycyjnie - chałupas, quesadillas doradas oraz pozole, czyli zupa z fasoli podawana także z rzodkiewką, świeżą cebulką oraz oczywiście chili. Co ciekawe nawet w trakcie takiego święta jak Dzień Niepodległości wszystko było serwowane na papierowych talerzykach ;)


Resztę wieczoru spędziliśmy w przemiłej atmosferze, rozmawiając, żartując i układając wieżę z kart, co robiliśmy przez kolejne dwa dni, Bo świętowanie na jednym wieczorze się nie skończyło :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz