Dzisiaj przyszedł czas na kolejne podsumowanie. Tym razem to już 2 pełne miesiące w Meksyku.
Z jednej strony przez ten czas wydarzyło się tyle ciekawych rzeczy, ze z perspektywy czasu wydaje mi się ze minęło to bardzo szybko, jednak z drugiej pamiętam momenty w których czas dłużył mi się niesamowicie.
Tak więc dzisiaj zapraszam Was na skrót wydarzeń których miałam szansę doświadczyć przez ten czas.
Na samym początku, 1 września odbyło się spotkanie organizacyjne dystryktu 4185 w Acapulco, które było niesamowitym doświadczeniem, przede wszystkim dlatego, ze poznaliśmy tam wszystkich wymieńców z Tlaxcali, Morelos, Puebli, Morelos oraz Guerrero i mogliśmy się wreszcie wymienić typowymi dla Rotary przypinkami, co sprawiło ze trochę bardziej poczuliśmy ze na prawdę jesteśmy na wymianie.
![]() |
| Zdjęcie grupowe dystryktu 4185 |
![]() |
| Jeszcze jedno zdjęcie wszystkich z dystryktu 4185 :) |
![]() |
| Turcja - Polska |
![]() |
| Tak zwana Skała Śmierci w Acapulco |
![]() |
| La Quebrada, Acapulco |
Kiedy przyszły kolejne tygodnie codziennego chodzenia do szkoły, dokonałam świetnego odkrycia. A mianowicie - kino, które jest tutaj niezwykle tanie (bilet normalny kosztuje ok 40 peso, czyli niecałe 7 zł, a dodatkowo praktycznie za każdym razem dostajesz minimum jeden kupon zniżkowy 2 za 1 na kolejne bilety), tak wiec przypuszczam, że w tym roku wreszcie nadrobię moje kinowe zaległości z Polski bo tam do kina chodziłam na prawdę od wielkiego święta.
Przyszedł także czas na tak codzienne doświadczenia jak wizyta u dentysty czy u lekarza. Pomijając problemy żołądkowe, przez które przeszedł pewnie co drugi wymieniec, przynajmniej z Polski, miałam tez zapalenie zatok, które nie odpuści mi chyba nawet w Meksyku.
Wracając do rzeczy przyjemniejszych, 15 września miałam okazje poznać tradycje zwiazaną ze Świętem Niepodległości, a o tym jak je obchodziłam powstał już osobny wpis, do którego przeczytania bardzo Was zapraszam.
Po świątecznym czasie, kiedy wszystko wracało już do
codziennego rytmu życia, spokój został przerwany przez największą katastrofę
naturalna w Meksyku od roku 1985, czyli trzęsienie ziemii o sile 8.1 w skali
Richtera, o epicentrum 137 km od Pijijiapan w stanie Chiapas. Jak widać
trzęsienie było bardzo silne, jednak przez to że miało miejsce w nocy, ja nawet
go nie poczułam (moja meksykańska rodziną owszem) i kiedy moja mama zadzwoniła
do mnie z Polski z pytaniem czy wszystko u mnie w porządku po trzęsieniu
ziemii, zdziwiona zapytałam się jej "A gdzie było?". Dopiero potem gdy zaczęłam przeglądać wiadomości
i rozmawiać z innymi, zorientowałam się co właśnie przespałam.
Tutaj w stanie Puebla obyło się bez większych strat, jednak nie na długo bo natura przypomniała o sobie około tydzień później fundując nam kolejne trzęsienie, na granicy Morelos i Puebli, czyli na tyle blisko, ze szkolny alarm nawet nie zdążył się uruchomić. Tym razem trzęsienie poczułam dość wyraźnie, z tym że nie sam wstrząs jest najgorszy, a zazwyczaj są to odgłosy, między innymi spadających rzeczy. Z tego czego dowiedziałam się od innych, słychać było także charakterystyczne trzaski, co ponoć wywołało najgorsze wrażenie, jakby budynek miał się za chwilę zawalić. Co prawda budynek ciągle stoi jednak powstałe zniszczenia były na tyle duże, ze lekcje zostały wznowione dopiero po tygodniu.
Na kilka dni pojechaliśmy też do Cuautli w stanie Morelos gdzie straty też są bardzo widoczne.
![]() |
| Uliczka w Morelos |
szczęście się skończyło. Potem mieliśmy jeszcze tylko kilka próbnych alarmów i ewakuacji i wszystko znów wróciło na normalne tory. Pojechaliśmy na wycieczkę zorganizowaną przez Rotary do Teotihuacan a także miałam okazje po raz pierwszy zobaczyć mecz futbolu amerykańskiego, którego zasad niestety jeszcze nie załapałam ;)
Załapałam się także na pierwsze urodziny w meksykańskim stylu, czyli z piñatą i wrzucaniem twarzy w tort (na szczęście nie mojej ;))









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz